niedziela, 15 stycznia 2017

Pułapka bez wyjścia

Teraz idę jakąś drogą, a z obu stron otacza mnie las. Wędrowałam tak już od kilku dni. Byłam zmęczona, wystraszona, głodna i przemoczona. Niedawno zaczęła się burza, a deszcz mieszał się z gradem. Przeklinałam się w duchu za to, że nie byłam cieplej ubrana kiedy łowcy ''odwiedzili'' nasz dom. No, ale skąd miałam wiedzieć, że przyjdzie mi wędrować przez środek lasu w taką ulewę. Objęłam się ramionami i jeszcze raz spojrzałam krytycznie na swoje ubranie. Za jakie grzechy, pomyślałam i szłam dalej. Patrząc na to wszystko z logicznego punktu widzenia, to po przebyciu tylu kilometrów, tylu dni powinnam trafić na jakieś miasteczko, albo chociaż na jakąś malusieńką wioskę. Nie spotkałam też, ani jednego samochodu jadącego tą drogą. Nic. Zero. A to oznacza, że moja droga do... Chwila! Gwałtownie się zatrzymałam. No właśnie! Gdzie ja właściwie idę? Dokąd zmierzam? Nie mam nikogo. Rodziny, przyjaciół. Nikogo. Zostałam sama! Nie...Czekaj. Mam jeszcze tego potwora. Pijawkę przez którą zabili moją matkę. Tego parszywego tchórza. Bo inaczej go nazwać nie można. Jest i będzie tchórzem, bo zostawił moją matkę. Znajdę go i mu to wszystko wygarnę! Nie wiem jak, ale to zrobię. Z tą myślą ruszyłam przed siebie.
Szłam tak dalej drogą, aż nagle poczułam ból w okolicach karku. Potem była już tylko ciemność...
***
Ból. Top jedyne na czym byłam w stanie się teraz skupić. Czułam go każdą cząsteczką ciała.Paliło mnie w gardle i czułam się jakby moja czaszka była rozsadzana na miliony, a nawet tysiące kawałeczków. Postanowiłam spróbować podnieść moje powieki, ale nic z tego nie wyszło. Były jak z ołowiu. O dziwo te rzeczy nie sprawiały, że byłam gotowa oddać wszystko, byleby tylko przestało mnie boleć. Wręcz przeciwnie. Dodało mi to motywacji, aby otworzyć oczy i dowiedzieć się gdzie jestem i dlaczego tak cierpię. Spróbowałam drugi raz, a gdy nie przyniosło to żadnych efektów walczyłam dalej. W końcu udało mi się leciutko uchylić powieki, jednak od razu zamknęłam, bo oślepiło mnie światło słoneczne. Spróbowałam jeszcze raz. Tym razem udało mi się całkowicie otworzyć oczy. Pierwsze co zobaczyłam to biały sufit. Bałam się obrócić głowę ze względu na ból, jednak zamiast tego spróbowałam ścisnąć palce w pięść. Trochę czasu mi to zajęło, ale w końcu się udało. Mimo, iż byłam za słaba żeby ją podnieść i tak byłam z siebie dumna. W chwili, gdy chciałam spróbować obrócić głowę na bok, usłyszałam dźwięk otwieranych, a po chwili zamykanych drzwi. W jednej sekundzie każda komórka mojego ciała zesztywniała, aby następnie spiąć się w sobie i przygotować do ucieczki jeśli zajdzie taka potrzeba. Czekałam w skupieniu na choćby najmniejszą rzecz, która miałaby być sygnałem do biegu. Nie byłam pewna czy minęła minuta, czy raczej godzina, ale faktem było, że nic się nie stało. Nie słyszałam niczego. Ani szelestu, ani żadnego innego hałasu. Dziwne, nie zdarzyło się jeszcze, żeby jakikolwiek człowiek poruszał się tak cicho, żebym go nie słyszała. Co prawda łowcy potrafią być niezwykle cisi, ale mam poważne wątpliwości co do ich człowieczeństwa. 
W jednej chwili poczułam jak moje serce na chwilę staje.
Skoro ten osobnik, który znajduje się w tym pokoju jest tak cicho...
Bez chwili zastanowienia skoczyłam na równe nogi. I to był mój błąd. Od razu zobaczyłam czarne plamy przed oczami i zemdlałam. Ostatnim co poczułam było uczucie, że ktoś mnie podnosi.
***
Halloween. Najgłupsze święto świata. Banda dzieciaków biegających od domu do domu z nadzieją dzwoniących do domów obcych ludzie czekając, aż ci dadzą im cukierki. Żałosne. Gdyby tylko wiedziały o co tak naprawdę chodzi w tym święcie. Ludzie wymyślili sobie, że jak będą się przebierać za jakieś biedronki czy piratów to odpędzą złe duchy. Czasami dziwi mnie jakim cudem ktokolwiek mógłby być na tyle naiwny, aby uwierzyć w te bzdety.
Chcecie poznać prawdę?
Tak naprawdę Halloween to czas istot mroku. Dzieci księżyca, złych omenów i bestii czyhających na małe dzieci, które zgubiły swoich rodziców w tłumie. Wiedźmy chcące omamić potencjalne ofiary czarami, aby potem je wykorzystać. Czasami prawie robi mi się żal tych wszystkich ludzi, których prędzej czy później czeka śmierć. Oczywiście wszyscy wiemy co znaczy ''później'', prawda? Starość nie radość. A prędzej bo... i tak trafią w nasze sidła. Najpierw zahipnotyzujemy swoje ofiary, aby następnie wyssać z nich życie. Nasza skóra wcale nie jest chorobliwie blada jak myśli większość z was. Nasze oczy nie muszą być złote. Słońce nas nie parzy, czosnek nie odstrasza (no może jedynie zapachem ), a woda święcona nie zabija. To tylko bujdy, które miały sprawić, aby ludzie poczuli się ''bezpiecznie''. O ile to było w ogóle możliwe.
Skąd to wiem?
Sam jestem jednym z demonów nocy.
Chcecie poznać moje imię?
Różnie na mnie mówią: Książę. Wasza wysokość, Wasza królewska mość, Panie itd. Ale mam dzisiaj dobry humor ( na tyle na ile jest to możliwe ) i się wam przedstawię.
Jestem Książę Nickolas Salvator Valentines, następca tronu oraz nr 1 na liście najprzystojniejszych książąt XXI wieku. Przynajmniej według tygodnika ,,Czysta Krew ''. Na drugim miejscu jest oczywiście mój starszy brat, ale o nim wolałbym nie wspominać. Trzeci jest mój przyjaciel, a raczej ''brat'' - Marcus. Przyjaźnimy się odkąd sięgam pamięcią, a to dosyć długi czas. Nie należy on do rodziny królewskiej, ale nie przeszkadza to nikomu z mojej rodziny. Jednak mogę się założyć, że chodzi głównie o to, że jest członkiem naszego oddziału specjalnego.
Czym jest oddział specjalny?
Jego członkowie najczęściej nazywają go zakonem lub bractwem. W jego skład wchodzę ja, Marcus i jeszcze 10 innych wampirów. Mojej matce nie za bardzo spodobał się fakt, że jej syn ma brać udział w akcjach polegających na szukaniu najgorszych łotrów spośród wampirów. Tych z których winy ludzie mogą się zorientować, że istniejemy.

Brak komentarzy: